Psycholog dzieci i młodzieży

mgr Zuzanna Pluta

 

wsparcie psychologiczne, diagnoza ASD i ADHD,  warsztaty

pine trees
28 stycznia 2026

Samoregulacja

autorka: Zuzanna Pluta, psycholog

 

Myśl, która wraca do mnie regularnie, w ostatnim czasie to to, jak często w przestrzeni szkoleniowej i książkowej dostajemy gotowe „super metody” radzenia sobie z napięciem: dziesięć oddechów, oklepywanie, zimna woda, akupunktura, technika X, technika Y.

 

I ja nie chcę z tego kpić, bo część z tych rzeczy bywa naprawdę pomocna. Oddech potrafi uspokoić ciało. Uziemianie potrafi pomóc wrócić „tu i teraz”. Różne formy pracy z ciałem mogą dać ulgę. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy te metody są przedstawiane jak magiczne przyciski: zrób to i emocje znikną. Albo — co gorsza — gdy ktoś próbuje je stosować, a potem czuje się jeszcze gorzej, bo „nie działa”, więc „ze mną musi być coś nie tak”.

 

A emocje nie działają jak maszyna, którą da się wyłączyć. Bardziej przypominają falę, która musi przepłynąć.  

Są cenną informacją: o zmęczeniu, przeciążeniu, braku wsparcia, niewyspaniu, o zbyt wielu obowiązkach, o braku granic.  Dziesięć oddechów może pomóc, ale tylko na chwilę. Bo jeśli źródło napięcia i nasze reakcje nie zmieniają się wcale, to ciało i psychika będą wciąż wracać do tego samego alarmu.

 

Coraz bardziej myślę o tym, że „metody” są jak apteczka: warto ją mieć, ale ona nie zastąpi dbania o podstawy. A w dorosłym życiu podstawy bywają bardzo prozaiczne: odpoczynek, wsparcie, realne odciążenie, sen, podział obowiązków, chwila ciszy, czasem rozmowa z kimś, kto nie ocenia. I dopiero na tym tle techniki regulacji zaczynają działać naprawdę sensownie — jako narzędzie, a nie jako jedyne koło ratunkowe.

Czasem myślę o tym, jak bardzo chcemy wierzyć w proste rozwiązania. W to, że wystarczy „dziesięć oddechów” i napięcie znika. Że jedno ćwiczenie, jedna technika zrobi porządek z emocjami — szybko, skutecznie, zawsze.

 

I rozumiem tę potrzebę. Ona jest bardzo ludzka. Kiedy jest trudno, szukamy ulgi. Szukamy czegoś, co da poczucie kontroli. Problem zaczyna się wtedy, gdy zderzamy się z rzeczywistością: robimy wszystko „jak trzeba”, a emocje wcale nie odpuszczają. I wtedy, zamiast ulgi, pojawia się coś gorszego — frustracja, poczucie porażki, czasem nawet myśl: „ze mną jest coś nie tak”.

 

Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz, o której rzadziej mówi się głośno: wokoło jest sporo „sprzedawania” emocji. Ktoś potrafi bardzo dobrze zarobić na obietnicy, że istnieje prosta recepta na stres, złość, przeciążenie. A ja nie chcę nikomu wciskać, że jeśli zrobisz X, to na pewno zadziała. Nie chcę obiecywać czegoś, czego nie da się obiecać.

 

Bo prawda jest taka: sposoby na regulowanie napięcia istnieją — i wiele z nich jest naprawdę skutecznych. Tylko że nie ma jednej metody, która działa na każdego i w każdej sytuacji. Nie ma „magicznego przycisku”, który zawsze wyłącza trudne emocje. A pytanie o magiczne recepty słyszę zaskakująco często.

 

Ja sama też szukam swoich sposobów. Po ludzku. I często są one bardzo zwyczajne.

Czasem pomaga mi wygadanie się aż do utraty tchu — z bliską osobą, z przyjaciółmi. Lubię stretching i długie spacery z psami— nie dlatego, że „naprawiają emocje”, tylko dlatego, że pomagają mi oczyścić głowę. A czasem nic nie działa lepiej niż gorąca kąpiel, kakao i odpuszczenie sobie na chwilę z dobrym serialem.

 

I chyba o to mi chodzi najbardziej: nie o szukanie jednej idealnej metody, tylko o budowanie swojej małej „skrzynki narzędzi” — takiej, która jest prawdziwa, dopasowana do mnie i możliwa do użycia w realnym życiu.

 

Bez udawania, że będzie lekko, przyjemnie i szybko minie.

 

Zadaj sobie pytanie:

  • co mogę zrobić dla siebie w ciągu dnia, co pomoże mi obniżyć napięcie?

  • co najbardziej ładuje moje akumulatory?

  • z kim mogę porozmawiać w gorsze dni?

  • czy jest jakiś sposób, którego chciałem/am spróbować?

 

pozdrawiam ciepło

Zuza

Do stworzenia strony wykorzystano kreator stron www WebWave

wsparcie psychologiczne, konsultacje, diagnoza, warsztaty

Zuzanna Pluta

📞503891195